SŁOWO NA NIEDZIELĘ

Jezus zszedł z Dwunastoma na dół i zatrzymał się na równinie; był tam liczny tłum Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i z Jeruzalem oraz z nadmorskich okolic Tyru i Sydonu. On podniósł oczy na swoich uczniów i mówił:

«Błogosławieni jesteście, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże.
Błogosławieni, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni.
Błogosławieni, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie.
Błogosławieni jesteście, gdy ludzie was znienawidzą i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego odrzucą z pogardą wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom.

Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą.
Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie.
Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie.
Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom». /Łk 6, 17. 20-26/

******
Kochani parafianie.
Pan Jezus dzisiaj mówi do nas: Błogosławieni jesteście! I mamy prawo zapytać: Co owo „błogosławieni” oznacza? Egzegeci polscy zgodni są co do tego, iż nasze tłumaczenie greckiego makarios przez błogosławieni nie oddaje w pełni treści oryginału, który oznacza i błogosławieni, i szczęśliwi i mający szczęście. Żadne zatem słowo polskie nie będzie tu idealne. Może też i dlatego, że Boże błogosławieństwo przewyższa nasze ludzkie pojęcia.
W kontekście objawienia biblijnego możemy pokusić się o stwierdzenie, że szczęście człowieka nie leży w tym, co ma albo co robi, ale w jego podejściu do Boga, w jego relacji do Stwórcy. Człowiek nie jest szczęśliwy o ile nie jest otwarty na spotkanie z Kimś, kto jest źródłem szczęścia. Szczęście nie ma swoich korzeni w człowieku ale poza nim. I jest to prawdą nawet jeśli pycha ludzka – dzisiejszego człowieka jak i człowieka od zawsze – nie bardzo chce zaakceptować to, że jego szczęściem ma być ktoś Inny.
Z życzeniami przeżywania każdego dnia z przekonaniem, że jesteś błogosławioną, błogosławionym – o. Krzysztof SVD

Pewnego razu – gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – zobaczył dwie łodzie stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy.
Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: «Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!» A Szymon odpowiedział: «Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci». Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały.
Widząc to, Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: «Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiekiem grzesznym». I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona.
A Jezus rzekł do Szymona: «Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił». I wciągnąwszy łodzie na ląd, zostawili wszystko i poszli za Nim.
/Łk 5, 1-11/
******

Kochani parafianie.
Kilka dni temu usłyszałem od kogoś: To, co się ostatnio zdarzyło, to prawdziwy cud! Po czy opowiedziano mi o wydarzeniu, które rzeczywiście można określić, tak po ludzku, jako niewytłumaczalne. Chodziło o nagłe i całkowite uzdrowienie osoby chorej na raka. Miało to miejsce bezpośrednio po modlitwie wstawienniczej. Dla mego rozmówcy, i nie tylko dla niego, był to dowód na boże działanie.
Myślę, że wielu z nas doświadczyło tego, że Bóg nie jest obojętny na to, co nas spotyka, że nie jest Bogiem milczącym. W rzeczy samej, Ten, który jest Miłością, pragnie kontaktu z człowiekiem, wejścia z nim w relację. Bóg objawia się, bo miłość potrzebuje bliskości, więzi. Dlatego to Jezus czaka na nas czy to w Eucharystii czy we wspólnocie zebranej w Jego imię. Dlatego też ofiaruje swoje słowo w Piśmie Świętym, które jest prawdziwą biblioteką listów pisanych przez Pana do nas. To Boże słowo w sposób uroczysty proklamowane jest w czasie Mszy świętej i skierowane do każdego człowieka.
Dzisiejsza Liturgia Słowa mówi o naszym powołaniu, czyli o zaproszeniu, jakie Bóg kieruje do człowieka zachęcając go do współpracy. Właściwie cała Biblia to księga powołań i nie może być inaczej, bo życie człowieka jest powołaniem. Jest to tak samo oczywiste jak fakt rodzenia się w rodzinie; tak, jak człowiek rodzi się z dwojga rodziców i nie może być inaczej, tak samo człowiek rodzi się z powołaniem, i nie może być inaczej.
Bóg powołując, nie narzuca się. Może dlatego nie wszyscy tę prawdę o byciu powołanymi przyjmują do serca. Pan powołuje do życia, do … poszukiwania Go, do szukania szczęścia, które będzie na miarę godności jaką mu daje, ale pozostawia człowieka wolnym. Człowiek może odrzucić ten plan miłości. Prawdą jest, że nie wszyscy czują, że są powołani, że Bóg ma wobec nich jakiś plan. Ale niestety są i tacy (i jest ich niestety wielu), którzy świadomie odrzucają Boże propozycje próbując realizować swoje własne plany, w których często nie ma miejsca na potrzeby innych ludzi a co najtragiczniejsze w skutkach – które niczego nie oczekując od Boga liczą jedynie na siebie. I tu właśnie możemy dopatrywać się przyczyny, dlaczego świat jest tak bardzo pokręcony!
I do mnie, i do Ciebie Jezus kieruje dzisiaj słowa zaproszenia do wejścia z Nim w relację miłości. Obdarza zaufaniem a także szczególną łaską: bycia dla innych Jego głosem, Jego obecnością. I obdarza nie tyle misją, zadaniem, ile obietnicą: Odtąd ludzi będziesz łowił. A wiedząc o naszych słabościach dodaje: Nie bój się, Dasz radę, bo JA będę działał poprzez Ciebie!
Z życzeniami odwagi w udzielaniu odpowiedzi na Boże zaproszenia i z błogosławieństwem – o. Krzysztof

Kiedy Jezus przyszedł do Nazaretu, przemówił do ludu w synagodze: «Dziś spełniły się te słowa Pisma, które słyszeliście». A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym łaski słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: «Czy nie jest to syn Józefa?»
Wtedy rzekł do nich: «Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu, w swojej ojczyźnie, tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum».
I dodał: «Zaprawdę, powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman».
Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwawszy się z miejsc, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na urwisko góry, na której zbudowane było ich miasto, aby Go strącić. On jednak, przeszedłszy pośród nich, oddalił się.
/Łk 4,21-30/
******
Kochani parafianie.
Okres ferii szkolnych, który właśnie trwa jest okazją i dla dorosłych, by odsapnąć nieco. Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, jak ważną jest umiejętność dobrego wykorzystania czasu.
Właśnie wróciłem z odwiedzin chorych. To zawsze dla mnie okazja, by „wrócić na ziemię”. Jedna z osób, która na skutek wypadku nagle zostawiła wszystkie swoje zajęcia powiedziała: „Teraz widzę, że całe to moje wcześniejsze zabieganie, było troską o to, co w gruncie rzeczy nie jest konieczne. Teraz to mąż robi zakupy i okazuje się, że można żyć skromniej, jeść prościej… A czas, który teraz mam do dyspozycji przeznaczam na lekturę książek, modlitwę i jakieś popularno-naukowe programy w telewizji.”
Czasami Pan posługuje się i chorobą, aby przypomnieć nam, co tak naprawdę jest ważne, abyśmy znaleźli czas (i chęci) na nieco dłuższe z Nim spotkanie, na lekturę Jego słowa. A słowo Jezusa to słowo mocne, czasami prowokujące, czasami dające nadzieję, czy budzące radość.
Dzisiejsza ewangelia mówi właśnie o mocy słów Chrystusa: A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym łaski słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: «Czy nie jest to syn Józefa?». Tak, bo słowa Jezusa są łaską, niosą łaskę. Jest w nich piękno, wdzięk, urok, coś pociągającego. I ci, którzy uważnie Go słuchali ulegli ich tajemniczej mocy.
Może chodzi właśnie o to, by poddać się urokowi łaski? Pozwolić, aby Jezusowe słowa poruszały, dotykały? Ale racjonalny a właściwie sceptyczny rozum podpowiada: Czy nie jest to syn Józefa?
Tak to już jest, że gdy Pan nas pociąga, to z drugiej strony diabeł szepta bardzo logicznie brzmiące słowa: „Daj spokój. Nie ulegaj! Przyjrzyj się dobrze, to nic nadzwyczajnego! To tylko opinia zwykłego księdza. To kazanie a nie słowa Boga!” Diabeł będzie starał się sprowadzić wszystko do poziomu jedynie ludzkiego, do odrzucenia jakiejkolwiek boskiej interwencji.
Warto zapytać siebie (i szczerze odpowiedzieć): Co przeważa we mnie? Fascynacja łaską, zauroczenie Bożym słowem czy piekielnie zimny rozum?
Chcę raz jeszcze mocno podkreślić, że ile razy z wiarą otwieram Biblię, jej słowa spełniają się w moim życiu i jej lektura mnie zmienia. Słowo Boże nie jest tylko opowiadaniem o życiu, ale ono daje życie, ono daje Chrystusa. I do tego właśnie Pan zaprasza i Ciebie i mnie!
Wszystkim Wam, kochani, życzymy odwagi do znajdywania czasu na spotkanie z Panem poprzez lekturę Jego słowa – o. Krzysztof SVD